Kategorie: Wszystkie | Inne | Makarony | Okolice | Risotto
RSS

Okolice

sobota, 13 września 2008
Nie jestem wielkim smakoszem zup. Tzn. lubię niektóre zupy, ale, i pewnie większość facetów się z tym zgodzi, zupa to nie obiad :-). Namiastka jedynie, przystawka, pierwsze danie – czy jak to tam jeszcze nazwać. Ale zupę czosnkową uwielbiam, i oddałbym za nią wszelkie rosoły, pomidorowe czy barszcze.

Czosnek


Składniki:

9-12 ząbków czosnku
1,5 litra bulionu warzywnego
2 kromki czerstwego chleba albo jedna bułka
2 jajka
łyżeczka ostrej papryki w proszku
szczypta słodkiej papryki w proszku
natka pietruszki
sól, świeżo zmielony pieprz

Opcjonalnie:
papryczka chili
zielona papryka – do dekoracji

Gotujemy:

W garnku rozgrzewamy oliwę z oliwek i wrzucamy nań posiekany czosnek. Jak się zeszkli dodajemy pokruszony chleb (lub bułkę) i ładnie przyrumieniamy. Wlewamy gorący bulion, wsypujemy paprykę (ostrą i słodką) i gotujemy na małym ogniu około 15 minut (można dodać też drobno posiekaną papryczkę chili). Doprawiamy solą i pieprzem. Jajka roztrzepujemy widelcem w miseczce, dodajemy trochę gorącej zupy i wlewamy do garnka. Gotujemy ok. dwóch minut, mieszając. Wlewamy na talerze, posypujemy natką i dekorujemy zieloną papryką. Smacznego!
09:51, shiherlis , Okolice
Link Komentarze (4) »
sobota, 01 marca 2008
Trochę off-topic będzie, na wstępie, a i później. Bo mi się dzisiaj MATURA śniła i przerażony obudziłem się jak sto zbójów. Dla ułatwienia dodam, że tzw. egzamin dojrzałości zdałem jakieś sto lat temu. Ta matura ze snu miała się składać z trzech części: jazdy na rowerze (sic!), pisemnego egzaminu z polskiego (dostałem cynk, że będzie temat: „Tradycje kuchni włoskiej” ;-)) oraz, o zgrozo!, ustnego egzaminu z języka rosyjskiego... Jakie oceny na tych egzaminach „popełniłem” niestety nie wiem, bo dla pewności wolałem się obudzić, żeby zbytniego wstydu sobie nie robić. Tym bardziej, że na rzeczoną maturę wybierałem się w za małej kamizelce od garnituru i w dziurawych, ogromnych butach a la Charlie Chaplin... Inne części garderoby posiadałem oczywiście w odpowiednich rozmiarach.
Poranna kawa
Zdjęcie oczywiście również off-topic, bo Nikon nadal ze mną nie rozmawia, a notka powstała podczas picia porannej kawy.

Poniższy przepis pochodzi z dodatku do tygodnika „Polityka” pt. „Poradnik dla panów, którzy chcą się wykazać w kuchni”. I kontynuując off-topic, to muszę zaznaczyć iż mimo, że wiele razy danie wg tego przepisu przygotowywałem, to nigdy nie było dane mi go spróbować. Po prostu gdziekolwiek je przygotowywałem, znikało w niesamowitym tempie i dla mnie zazwyczaj już tylko natka pietruszki z dekoracji zostawała. I to chyba jest najlepsza rekomendacja dla tego przepisu, więc radzę spróbować przed podaniem, bo potem może być za późno :-)

Salami z pomidorami:

15 dag salami
4 duże pomidory
Sos:
2 łyżki soku z cytryny
6 łyżek oliwy z oliwek
sól
świeżo zmielony pieprz
1 łyżeczka suszonej bazylii
1 ząbek czosnku
pół łyżeczki drobno posiekanej skórki cytrynowej
dodatkowo: natka pietruszki do dekoracji

Salami i pomidory pokroić w cienkie plastry. Układać plastry naprzemiennie, tak żeby nachodziły na siebie. Przygotuj sos z podanych składników – najlepiej wymieszać je w zamkniętym słoiku. Salami i pomidory polej sosem; podważaj plastry żeby wszędzie dostał się aromatyczny sos. Przykryj folią aluminiową i wstaw do lodówki na około dwie godziny.

Smacznego!
09:15, shiherlis , Okolice
Link Komentarze (3) »
czwartek, 21 lutego 2008
Właściwie powinienem zacząć tradycyjnie, czyli że dzisiaj jeden z moich ulubionych przepisów... Mogę też zacząć zgodnia z Tradycją 2.0, czyli napisać że mój Nikon nadal cierpliwie odmawia posłuszeństwa. Takie mam pytanie: czy aparaty cyfrowe się naprawia, czy po prostu się wyrzuca jak przestają działać? To tyle jeśli chodzi o tradycję.

Pastisio, bo to jest Hero of the Day, to danie kuchni greckiej. Istnieje również wersja włoska tej potrawy, przepis gdzieś mam, jak znajdę – się podzielę. No to zaczynamy:
Penne rigate
Zdjęcie zastępcze, bo Nikon na emeryturze.

Składniki:

500g makaronu rigatoni (można go zastąpić penne rigate)
po 500g mielonej wieprzowiny i wołowiny
pęczek świeżego tymianku (ja dodaję również nieco suszonego)
oliwa z oliwek
sól, świeżo zmielony biały pieprz
50 dag żółtego sera – twardego i raczej ostrego

Na sos beszamelowy: 0,7 litra mleka, 4 łyżki masła, 4 łyżki mąki, sól, pieprz, gałka muszkatołowa

Makaron gotujemy al dente, zgodnie z przepisem na opakowaniu. Na dużej patelni rozgrzewamy oliwę. Mięso mieszamy z tymiankiem i smażymy. (Trochę tymianku zostawiamy – przyda się)

W dużym naczyniu żaroodpornym (albo w dwóch mniejszych) układamy warstwami na zmianę makaron i mięso. Ostatnio warstwą powinien być makaron. Wstawiamy do piekarnika na około 15 minut.

W międzyczasie robimy sos beszamelowy: w garnku roztapiamy masło, po około minucie dodajemy mąkę i dokładnie mieszamy, żeby zlikwidować grudki. Wlewamy zimne mleko i mieszając gotujemy na średnim ogniu aż sos zgęstnieje. Doprawiamy solą, pieprzem i gałką. Żółty ser ścieramy na tarce. Makaron polewamy sosem, posypujemy serem i resztą tymianku, pieczemy jeszcze 15-20 min.

Tip of the Day:

W ostatniej notce pisałem o metodach zagęszczania sosu beszamelowego, jeśli przypadkiem wyjdzie nam za rzadki. Niezastąpiony kolega A.DeRaph podał mi jeszcze jeden – czyli dodanie żółtka. W ogóle słyszałem o dodawaniu żółtek do beszamelu, kiedyś nawet spróbowałem, ale z rozpędu wbiłem całe jajko :-)
Smacznego!
18:11, shiherlis , Okolice
Link Komentarze (2) »

statystyka