Kategorie: Wszystkie | Inne | Makarony | Okolice | Risotto
RSS
czwartek, 18 września 2008
Chyba się sezon na grzyby zbliża. Napisałem chyba, bo grzybiarz ze mnie żaden i pewnie pieczarkę bym pomylił z muchomorem. No i cierpliwości wymaganej przy tego typu rozrywkach też mi brakuje. W każdym razie niedługo będę dysponował świeżymi grzybami i zapewne wtedy przygotuję rewelacyjne danie, czyli risotto z grzybami. Przepisem na pewno się podzielę. Na razie jako substytut, ale bardzo wartościowy, penne z boczniakami, czyli z grzybami które na słomie i drewnie rosną.

Składniki:

50 dag makaronu penne
35 dag surowej białej kiełbasy
40 dag boczniaków
2 cebule
3 ząbki czosnku
świeże oregano
ostra papryka w proszku
kieliszek czerwonego wina
puszka pomidorów wraz z zalewą
125 ml śmietanki kremówki 30%
oliwa z oliwek
natka pietruszki

Sposób przygotowania:

Cebulę kroimy w kostkę, a czosnek drobno siekamy. Na dużej patelni rozgrzewamy oliwę i wrzucamy warzywa. Smażymy ok. 5 minut. Surową białą kiełbasę obieramy i wrzucamy na patelnię. Smażymy aż nabierze ładnego koloru, wlewamy kieliszek czerwonego wina i dusimy aż większość płyny odparuje. W tym czasie myjemy boczniaki. Większe z nich kroimy na kawałki, a te mniejsze zostawiamy w całości. Dodajemy do kiełbasy i smażymy chwilę. Dodajemy pomidory, paprykę i oregano. Dusimy na wolnym ogniu ok. 20 minut, aż grzyby staną się miękkie. Gotujemy makaron, odcedzamy, do sosu dodajemy kremówkę, dokładnie mieszamy, dodajemy makaron, jeszcze raz mieszamy. Przed podaniem posypujemy natką i na talerze. Smacznego!
12:07, shiherlis , Makarony
Link Komentarze (6) »
sobota, 13 września 2008
Nie jestem wielkim smakoszem zup. Tzn. lubię niektóre zupy, ale, i pewnie większość facetów się z tym zgodzi, zupa to nie obiad :-). Namiastka jedynie, przystawka, pierwsze danie – czy jak to tam jeszcze nazwać. Ale zupę czosnkową uwielbiam, i oddałbym za nią wszelkie rosoły, pomidorowe czy barszcze.

Czosnek


Składniki:

9-12 ząbków czosnku
1,5 litra bulionu warzywnego
2 kromki czerstwego chleba albo jedna bułka
2 jajka
łyżeczka ostrej papryki w proszku
szczypta słodkiej papryki w proszku
natka pietruszki
sól, świeżo zmielony pieprz

Opcjonalnie:
papryczka chili
zielona papryka – do dekoracji

Gotujemy:

W garnku rozgrzewamy oliwę z oliwek i wrzucamy nań posiekany czosnek. Jak się zeszkli dodajemy pokruszony chleb (lub bułkę) i ładnie przyrumieniamy. Wlewamy gorący bulion, wsypujemy paprykę (ostrą i słodką) i gotujemy na małym ogniu około 15 minut (można dodać też drobno posiekaną papryczkę chili). Doprawiamy solą i pieprzem. Jajka roztrzepujemy widelcem w miseczce, dodajemy trochę gorącej zupy i wlewamy do garnka. Gotujemy ok. dwóch minut, mieszając. Wlewamy na talerze, posypujemy natką i dekorujemy zieloną papryką. Smacznego!
09:51, shiherlis , Okolice
Link Komentarze (4) »
piątek, 12 września 2008
Ja nie wiem jak to jest, a że bardzo lubię wiedzieć to trochę jestem zaniepokojony. Tak w skrócie to chodzi o to: ostatni wpis napisałem 17 lipca, i po jakimś(!) czasie zorientowałem się, że wypada/trzeba/chcę coś napisać, tylko że szybko przyszło otrzeźwienie, że od poprzedniego wpisu minął już miesiąc. A teraz to nawet już minął kolejny miesiąc od chwili, w której zorientowałem się że minął miesiąc od chwili kiedy zauważyłem, że od poprzedniego wpisu minął już miesiąc. Trochę to skomplikowane. No w każdym razie czas mi tak ucieka, że łojezu i jeszcze trochę. I nie wiem co się z nim dzieje tak naprawdę. Światło, jak wiadomo, jest w lodówce, a gdzie jest czas?

Na małe usprawiedliwienie dodam, że najczęściej ostatnio bywałem tu, a zwłaszcza tu.

Zgodnie z obietnicą sprzed dwóch miesięcy – gotujemy się w temacie bakłażanów.

Bakłażany

Potrzebujemy:

2 jajka
oliwę z oliwek
2 bakłażany
2 ząbki czosnku
150g boczku lub bekonu
puszkę pomidorów wraz z zalewą
1 papryczka chilli
sól, świeżo zmielony czarny pieprz
150g mozzarelli
i oczywiście makaron spaghetti

Czynności, które musimy wykonać:

Jajka gotujemy na twardo, a potem obieramy ze skorupek i kroimy w kostkę. W kostkę kroimy również bakłażany, które ładnie smażymy na oliwie z oliwek. A potem oczywiście odcedzamy je na papierowych ręcznikach. Do tego samego naczynia wrzucamy drobno posiekany czosnek i pokrojony, w kostkę oczywiście, boczek – smażymy około pięciu minut. Dodajemy pomidory, posiekaną papryczkę, doprawiamy pieprzem i solą. Sos dusimy na małym ogniu około 30 minut. W tzw. międzyczasie gotujemy makaron, odcedzamy i dodajemy do sosu. Mieszamy dokładnie, najpierw dodając jeszcze pokrojoną, w wiadomo co, mozzarellę. Przekładamy na talerze i posypujemy kostkami bakłażana i pokrojonymi jajkami. Smacznego!
09:31, shiherlis , Makarony
Link Komentarze (3) »
czwartek, 17 lipca 2008
Jestem Twoim wiernym czytelnikiem od wielu już lat, ale po raz pierwszy piszę do Ciebie, bo znikąd pomocy, jak i desperacja we mnie, a nawet flustracja. Tylko Ty, Drogie Bravo, możesz rozwiązać mój problem i rozterki moralne. Ale najpierw jeszcze trochę w kwestii snów. Bo mi się śniło dzisiaj, że moja rodzona siostra miała... łabędzia. Takiego białego. Pięknego. I że ona go wyprowadzała na spacer, na smyczy, jak charta jakiegoś. Droga Redakcjo, cóż robić? I co, ów sen oznacza? Może ma on związek z drugą kwestyją, którą chcę poruszyć w mym liście? A mianowicie co następuje: te pomidory w puszkach co je sprzedają na mieście, to one bez skórek są, tak? No tylko dlaczego zapomnieli dopisać na opakowaniu (jakąś czcionką wyboldowaną ładnie), że one bez skórek są, jak się owe skórki samemu wygrzebie z wszelkiego rodzaju sosów, tudzież innych gotowanych dań.

Próbowałem już wszystkich rodzajów pomidorów. Każda otwarta puszka powoduje u mnie wielki stres, a i wygrzebywanie skórek z gorących potraw nie należy do rzeczy przyjemnych. Na szczęście w okresie letnim można pomidory z puszki zastąpić pomidorami świeżymi. Ale co począć zimą? Kiedy tylko chińskie pomidory w sklepach, smakujące raczej jak brudny t-shirt, co go jakieś chińskie dziecko za miseczkę ryżu wyplotło w pocie czoła. Liczę na Twoją pomoc, na rozwianie moich wątpliwości, a może nawet na interwencję u producenta pomidorów puszkowych. Bardzo boję się, że te sny co mnie ostatnio nawiedzają, to właśnie tzw. pokłosie mojej skórkowej obsesyji. I być może łabędź na smyczy to dopiero początek? I z czasem będzie jeszcze gorzej, i w kolejnym śnie siostra ma będzie wyprowadzała na smyczy diabła jakiegoś wcielonego czy coś równie przerażającego.

Załączam pozdrowienia, shiherlis.

11:05, shiherlis , Inne
Link Komentarze (5) »
środa, 16 lipca 2008
Stara prawda życiowa głosi, że jak kobieta idzie na imprezę z facetem to musi mieć ze sobą dwie rzeczy: pieniądze na taksówkę i klucze od domu. Nie wiem, co powinien brać ze sobą facet, poza dozą cierpliwości i odporności na uwagi typu: nie pij tyle, nie patrz na nogi tej Zosi, nie zaglądaj Kasi w dekolt itd. Inna prawda życiowa głosi, że facet powinien umieć ugotować co to lubi, żeby w razie jakiejś wojny domowej, nie być skazanym na pizzę lub krem ze szparagów typu Knorr. A propos szparagów. Sezon na nie się po prostu wziął i skończył, dlatego spaghetti ze szparagami będzie przepisem idealnym. Do wykorzystanie przy najbliższej okazji, czyli za około rok.

Szparagi


Będziemy potrzebować:

500g makaronu spaghetti
400g zielonych szparagów, zdrewniałe końce odłamujemy
400ml gęstego sosu pomidorowego
2 małe cebule
sól, świeżo zmielony czarny pieprz
2 łyżki natki pietruszki
50g sera pecorino
oliwa z oliwek

No to zaczynamy:

Gotujemy wodę, solimy i wrzucamy szparagi, gotujemy 6-8 minut, żeby trochę zmiękły. Odcedzamy i kroimy je na drobne kawałki.

Na patelni rozgrzewamy oliwę z oliwek, wrzucamy posiekaną cebulę i smażymy kilka minut aż zmięknie. Dodajemy pokrojone szparagi, sos pomidorowy, posiekaną natkę pietruszki, doprawiamy solą i pieprzem. Całość dusimy na wolnym ogniu ok. 10-12 minut, żeby sos nieco zgęstniał.

Makaron gotujemy al dente, odcedzamy i przekładamy na patelnię z sosem. Dokładnie mieszamy, przekładamy na talerze, posypujemy serem pecorino i zjadamy. Smacznego!

W następnym odcinku: spaghetti z bakłażanem i mozzarellą – bo sam jestem ciekaw co z tego wyjdzie :-)
09:28, shiherlis , Makarony
Link Komentarze (5) »
poniedziałek, 14 lipca 2008
No to mi się zniknęło. Oczywiście jak każdy (nie)przyzwoity bloger nie mam żadnego sensownego wytłumaczenia. Po prostu stało się i tyle. Ta przerwa nie wynikała ani z lenistwa, ani z braku czasu czy też nadmiaru innych obowiązków. W ostatniej notce narzekałem na zimno, a teraz mógłbym ponarzekać że lato jakieś takie słabe i nieco bez sensu. Ale muszę przyznać, że 20 stopni pana Celsjusza mi całkowicie do szczęścia wystarcza, do tego trochę słońca, mało deszczu i dzień długi jak serial „Klan”.

To tyle na dobry, nowy początek. Teraz muszę poczytać co u was i co tam ciekawego pichciliście przez ostatnie miesiące.
09:42, shiherlis , Inne
Link Komentarze (2) »
piątek, 21 marca 2008
Wiosna za oknem taka, że tylko się zakochać... Z tego co pamiętam (a pamięć mam dobrą tylko krótką), to w zeszłym roku w okolicach 1. dnia wiosny na rowerze w krótkich spodenkach śmigałem. A teraz – śniegi, wiatry, deszcze, długie spodnie, dwie pary skarpet, zimowa czapka... ale tak to jest jak nam Platforma drugą Irlandię obiecała. Nieważne.

Świąt nie lubię. Żadnych. A te Wielkanocne to już w ogóle jakaś „panaroja”. Nieważne.

Z tęsknoty, za jazdą na rowerze, całkowicie letni przepis na danie, które podobnie jak carbonarę w okresie letnio-rowerowym spożywam kilka razy w tygodniu.

Spaghetti aglio e oglio

Składniki:

50 dag makaronu spaghetti
5 ząbków czosnku
1/3 szklanki oliwy z oliwek
papryczka chilli
dwie łyżki natki pietruszki
sól
świeżo zmielony czarny pieprz
tarty parmezan

Na dużej patelni rozgrzać oliwę z oliwek, dodaj drobno posiekane ząbki czosnku i papryczkę. Pod koniec smażenia dodaj natkę pietruszki.

Spaghetti aglio e oglio

Zdjęcie całkowicie moje! :-)

Makaron ugotuj al dente. Odcedź i przełóż na patelnię. Dokładnie wymieszaj, doprawiając solą i pieprzem. Przełóż na talerze i posyp świeżo startym parmezanem.

Smacznego!
10:13, shiherlis , Makarony
Link Komentarze (6) »
poniedziałek, 17 marca 2008
Trochę mnie nie było, zdarza się, mam nadzieję że nie pomarliście z głodu ;-)
Edukacja polskiego społeczeństwa w dziedzinie kuchni włoskiej postępuje. Przecież jeszcze niedawno za risotto, a właściwie ryżotto, była uważana każda potrawa z ryżem i dowolnym sosem zapiekana w piekarniku. A prawdziwe risotto to nieco inna bajka. Przyznam szczerze, że i mnie zdarzało się przed laty robić właśnie „ryżotto”, ale od jakiegoś czasu wiedzy nieco zaczerpnąłem i teraz jedno z moich sztandarowych dań to risotto z kurczakiem.

Składniki:

500 g ryżu arborio
1 duża cebula
oliwa z oliwek
olej
2 łyżki masła
1 czerwona papryka
150 g zielonego groszku z puszki
1,2 litra bulionu drobiowego lub warzywnego
pół łyżeczki curry
kieliszek białego wytrawnego wina
dwie średnie piersi kurczaka
70 g zielonych oliwek
sól, świeżo zmielony pieprz
świeżo starty parmezan
łyżeczka natka pietruszki

O co chodzi z tym dodawaniem bulionu wyjaśni ta Pani:


Sposób przygotowania:

Cebulę obrać i drobno posiekać. Oliwę i masło rozgrzać w garnku lub na dużej patelni, wrzucić cebulę i lekko podsmażyć.

Paprykę umyć, usunąć gniazdo nasienne i pokroić w kostkę. Razem z zielonym groszkiem dodać do cebuli. Smażyć razem ok. dwóch minut.

Na patelnię dodać ryż, chwilę smażyć, dodać wino i stopniowo dodawać ciepły bulion. Dusić aż ryż będzie na wpół miękki, czyli al dente.

Piersi kurczaka dokładnie umyć, a potem usunąć z niej tłuszcz i błony, pokroić na małe kawałki. Oprószyć solą i pieprzem. Usmażyć z obu stron na oliwie.

Ryż przyprawić solą, pieprzem i curry. Wrzucić pokrojone w połówki oliwki, chwilę dusić, a potem dodać mięso.

Całość mocno podgrzać, posypać parmezanem i natką, wymieszać i podawać.

Smacznego!
11:27, shiherlis , Risotto
Link Komentarze (1) »
sobota, 01 marca 2008
Trochę off-topic będzie, na wstępie, a i później. Bo mi się dzisiaj MATURA śniła i przerażony obudziłem się jak sto zbójów. Dla ułatwienia dodam, że tzw. egzamin dojrzałości zdałem jakieś sto lat temu. Ta matura ze snu miała się składać z trzech części: jazdy na rowerze (sic!), pisemnego egzaminu z polskiego (dostałem cynk, że będzie temat: „Tradycje kuchni włoskiej” ;-)) oraz, o zgrozo!, ustnego egzaminu z języka rosyjskiego... Jakie oceny na tych egzaminach „popełniłem” niestety nie wiem, bo dla pewności wolałem się obudzić, żeby zbytniego wstydu sobie nie robić. Tym bardziej, że na rzeczoną maturę wybierałem się w za małej kamizelce od garnituru i w dziurawych, ogromnych butach a la Charlie Chaplin... Inne części garderoby posiadałem oczywiście w odpowiednich rozmiarach.
Poranna kawa
Zdjęcie oczywiście również off-topic, bo Nikon nadal ze mną nie rozmawia, a notka powstała podczas picia porannej kawy.

Poniższy przepis pochodzi z dodatku do tygodnika „Polityka” pt. „Poradnik dla panów, którzy chcą się wykazać w kuchni”. I kontynuując off-topic, to muszę zaznaczyć iż mimo, że wiele razy danie wg tego przepisu przygotowywałem, to nigdy nie było dane mi go spróbować. Po prostu gdziekolwiek je przygotowywałem, znikało w niesamowitym tempie i dla mnie zazwyczaj już tylko natka pietruszki z dekoracji zostawała. I to chyba jest najlepsza rekomendacja dla tego przepisu, więc radzę spróbować przed podaniem, bo potem może być za późno :-)

Salami z pomidorami:

15 dag salami
4 duże pomidory
Sos:
2 łyżki soku z cytryny
6 łyżek oliwy z oliwek
sól
świeżo zmielony pieprz
1 łyżeczka suszonej bazylii
1 ząbek czosnku
pół łyżeczki drobno posiekanej skórki cytrynowej
dodatkowo: natka pietruszki do dekoracji

Salami i pomidory pokroić w cienkie plastry. Układać plastry naprzemiennie, tak żeby nachodziły na siebie. Przygotuj sos z podanych składników – najlepiej wymieszać je w zamkniętym słoiku. Salami i pomidory polej sosem; podważaj plastry żeby wszędzie dostał się aromatyczny sos. Przykryj folią aluminiową i wstaw do lodówki na około dwie godziny.

Smacznego!
09:15, shiherlis , Okolice
Link Komentarze (3) »
czwartek, 21 lutego 2008
Właściwie powinienem zacząć tradycyjnie, czyli że dzisiaj jeden z moich ulubionych przepisów... Mogę też zacząć zgodnia z Tradycją 2.0, czyli napisać że mój Nikon nadal cierpliwie odmawia posłuszeństwa. Takie mam pytanie: czy aparaty cyfrowe się naprawia, czy po prostu się wyrzuca jak przestają działać? To tyle jeśli chodzi o tradycję.

Pastisio, bo to jest Hero of the Day, to danie kuchni greckiej. Istnieje również wersja włoska tej potrawy, przepis gdzieś mam, jak znajdę – się podzielę. No to zaczynamy:
Penne rigate
Zdjęcie zastępcze, bo Nikon na emeryturze.

Składniki:

500g makaronu rigatoni (można go zastąpić penne rigate)
po 500g mielonej wieprzowiny i wołowiny
pęczek świeżego tymianku (ja dodaję również nieco suszonego)
oliwa z oliwek
sól, świeżo zmielony biały pieprz
50 dag żółtego sera – twardego i raczej ostrego

Na sos beszamelowy: 0,7 litra mleka, 4 łyżki masła, 4 łyżki mąki, sól, pieprz, gałka muszkatołowa

Makaron gotujemy al dente, zgodnie z przepisem na opakowaniu. Na dużej patelni rozgrzewamy oliwę. Mięso mieszamy z tymiankiem i smażymy. (Trochę tymianku zostawiamy – przyda się)

W dużym naczyniu żaroodpornym (albo w dwóch mniejszych) układamy warstwami na zmianę makaron i mięso. Ostatnio warstwą powinien być makaron. Wstawiamy do piekarnika na około 15 minut.

W międzyczasie robimy sos beszamelowy: w garnku roztapiamy masło, po około minucie dodajemy mąkę i dokładnie mieszamy, żeby zlikwidować grudki. Wlewamy zimne mleko i mieszając gotujemy na średnim ogniu aż sos zgęstnieje. Doprawiamy solą, pieprzem i gałką. Żółty ser ścieramy na tarce. Makaron polewamy sosem, posypujemy serem i resztą tymianku, pieczemy jeszcze 15-20 min.

Tip of the Day:

W ostatniej notce pisałem o metodach zagęszczania sosu beszamelowego, jeśli przypadkiem wyjdzie nam za rzadki. Niezastąpiony kolega A.DeRaph podał mi jeszcze jeden – czyli dodanie żółtka. W ogóle słyszałem o dodawaniu żółtek do beszamelu, kiedyś nawet spróbowałem, ale z rozpędu wbiłem całe jajko :-)
Smacznego!
18:11, shiherlis , Okolice
Link Komentarze (2) »
 
1 , 2

statystyka